Watson wszedł do sali, w której
leżał Sherlock. Szatyn spowolnionym ruchem dłoni ściągnął z
twarzy maseczkę z tlenem. Wcisnął parę razy przycisk zwiększający
dawkę morfiny i nieznacznie podniósł się na łóżku.
- Czy... - zaczął powoli, łapiąc
każdy oddech – czy... czy z Catie... wszystko... w porządku? -
zapytał.
John usiadł na krześle przy jego
łóżku i ciężko westchnął.
- Znaleźli ją na dnie basenu, na
wpół martwą, z tą kartką w kieszeni – podał Holmesowi
przemoczoną kartkę papieru w szczelnie zamkniętej plastikowej
torebce.
Częściowo rozmyte litery układały
się w jedno zdanie. Nie
ładnie jest kraść Panie Holmes, bardzo nie ładnie.
- Myślę, że
wiesz kto jest autorem tego napisu – powiedział John.
Sherlock kiwnął
potakująco głową. Były wojskowo nerwowo przełknął ślinę.
- Catie zapadła
w śpiączkę, nie wiadomo czy się obudzi. W salonie na Baker
Street znalazłem jej notes, w środku był ten list – Watson
położył kopertę na łóżku Holmesa. - Zostawię cię już,
pewnie chcesz go przeczytać.
Zasalutował, po
czym szybkim krokiem opuścił szpitalną salę. Szatyn wziął do
ręki ową kopertę. Na jej przedniej części widniało jego imię i
nazwisko. Drżącymi rękoma powoli ją rozerwał.
~*~
Drogi
Sherlocku,
nie wiem czy kiedykolwiek
będzie mi dane powiedzieć Ci wszystko to, co zawarłam w tym
liście. Najpewniej znienawidzisz mnie, ale i tak nie mam już nic do
stracenia. Mam świadomość tego, że Mycroft przedstawił Ci moje
akta. Nie zawierają one wszystkich informacji o mnie. Nawet jeśli
jego wywiad jest dobry, ja jestem lepsza w ukrywaniu różnych rzeczy
ze swojego życia. Dwadzieścia pięć lat temu urodziłam się w
zwyczajnej rodzinie. W zwyczajnej rodzinie pochodzącej z Polski.
Jestem rodowitą Polką. Osiemnaście lat uczyłam się i mieszkałam
w rodzinnym kraju. Tam też poznałam Jima, który wtedy miał na
imię Jakub. Łączyło nas dużo więcej niż może Ci się wydawać.
Wyjechałam razem z nim studiować w Anglii. Minęło kilka lat, a my
– bezgranicznie w sobie zakochani – pobraliśmy się. Przez
pewien czas byłam panią Moriarty. Lecz potem wszystko zaczęło się
sypać. Jim stał się tym, kim jest teraz. Wzięliśmy szybki
rozwód, po którym zniknął z mojego życia. A ja, obarczona swoimi
zdolnościami, zostałam zatrudniona przez MI6. Stąd też znam
Mycrofta. Przez wiele lat pracowałam w ukryciu, nikt nie wiedział o
moim istnieniu. Nikt oprócz mojej rodziny, która i tak do końca
nie miała świadomości tego, czym naprawdę się zajmuję. Potem
Jim wyszedł z ukrycia. Twój brat wiedział o moich powiązaniach z
nim, więc poprosił mnie, żebym pomogła Ci w próbie odnalezienia
i zlikwidowania go. Chciałam Ci to wszystko przekazać osobiście,
ale nigdy nie było na to dogodnej sytuacji. Poza tym, liczyłam się
z tym, że odseparujesz mnie całkowicie od sprawy, gdyż dojdziesz
do wniosku, że jestem po tej drugiej stronie. A w rzeczywistości
zawsze byłam po Twojej stronie Holmes...
Catie
- On
cię znienawidzi – Mary spojrzała w oczy długowłosej szatynki.
- Dobrze
wiesz, że nie mam wyboru.
- Masz
wybór...
- Mary,
błagam cię – Catie przysiadła się do blondynki. - Jim nie
zniszczy nas obu. Zniszczy tylko jedną z nas. I to nie możesz być
ty. Razem z Johnem spodziewacie się dziecka, a ja? Ja jestem nikim.
Uratowałaś mi życie, powinnam ci się w końcu jakoś za to
odwdzięczyć.
- Nie
własną śmiercią. Pomyśl o Sher-
- Po
co mam o nim myśleć? - szatynka przerwała Mary wpół słowa –
On jest jaki jest. To, że mnie poznał niczego przecież nie
zmieniło. On nie czuje niczego, uczucia są mu obojętne. Dla niego
najważniejsza jest sucha ocena sytuacji, różne doświadczenia i
logika. Nic poza tym. Jeśli wierzysz w to, że on mógłby
kogokolwiek pokochać, a tym bardziej mnie, to jesteś w błędzie.
- Skąd
wiesz? Może gdzieś głęboko w nim leżą skryte pokłady uczuć.
Catie
zaśmiała się.
- Prędzej
uwierzę w latające słonie niż w to, że Sherlock Holmes mógłby
kogokolwiek pokochać.
~*~
Czy
umarłam? Zadawałam sobie to
pytanie kilkanaście razy od momentu, w którym otoczyła mnie
ciemność. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło, nie miałam
pojęcia gdzie jestem, nie miałam pojęcia co z Sherlockiem...
Pamiętam, że go reanimowałam, lecz nie przynosiło to żadnego
skutku. Potem poczułam czyjąś dłoń na swoim nadgarstku, a
potem... potem był już tylko mrok. Podobno gdy umieramy trafiamy do
nieba albo do piekła. W nieokreślonych przypadkach zostaje nam
jeszcze czyściec. Tu jest tylko ciemno, a ja nie mogę otworzyć
oczu. Nie wiem nawet co wokół mnie się dzieje. GDZIE JA KURWA
JESTEM?! Mam ochotę krzyczeć, ale z moich ust nie wydobywa się
żaden dźwięk. Nie wiem co się dzieje. Nie wiem nic.
- Catie...
Catie... - w ciemności rozległ się znajomy głos – Może i nie
mam uczuć, ale nie nienawidzę cię. Nie rozumiem tego, co dzieje
się w mojej głowie. Tego, co dzieje się w całej mojej osobie.
Nie ma na to wzoru matematycznego, a reakcje chemiczne są
zdradliwe.
Sherlock, to ty...
Poznaję twój głos. Nic ci nie jest.
- Chciałbym,
żebyś mnie teraz słyszała.
Przecież cię słyszę,
idioto.
- Uratowałaś
mi życie. Wtedy, na basenie. Dziękuję ci za to.
Nie musisz dziękować.
Ludzie pomagają tym, którzy coś dla nich znaczą.
Nastała
cisza. Po chwili dało się usłyszeć ciche szlochanie.
- Byłoby
dobrze, gdybyś się obudziła. Nikt inny nie pomoże mi znaleźć
Jima tak dobrze jak ty.
Nie jestem jedyną, która
go zna. Sherlock delikatnie
dotknął mojej ręki.
- Wiesz...
zmieniłaś moje życie. W jakimś stopniu zmieniłaś mnie. Dziękuję.
Dowaliłaś, moja droga i to bardzo :D podoba mi się *.*
OdpowiedzUsuńBłagam Cię postaraj sie pisać częściej :)
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc, to częściej mi się z reguły nie chce. Lenistwo zabija moją twórczą duszę :)
UsuńPomysłowe, szczere, oryginalne 10/10
OdpowiedzUsuńsuuper czekam na nastepne mam nadzieję że szybko dodasz nowy rozdział !<3
OdpowiedzUsuń