Rozdział piąty: Running Up That Hill

        Watson wszedł do sali, w której leżał Sherlock. Szatyn spowolnionym ruchem dłoni ściągnął z twarzy maseczkę z tlenem. Wcisnął parę razy przycisk zwiększający dawkę morfiny i nieznacznie podniósł się na łóżku.
   - Czy... - zaczął powoli, łapiąc każdy oddech – czy... czy z Catie... wszystko... w porządku? - zapytał.
John usiadł na krześle przy jego łóżku i ciężko westchnął.
   - Znaleźli ją na dnie basenu, na wpół martwą, z tą kartką w kieszeni – podał Holmesowi przemoczoną kartkę papieru w szczelnie zamkniętej plastikowej torebce.
Częściowo rozmyte litery układały się w jedno zdanie. Nie ładnie jest kraść Panie Holmes, bardzo nie ładnie.
   - Myślę, że wiesz kto jest autorem tego napisu – powiedział John.
Sherlock kiwnął potakująco głową. Były wojskowo nerwowo przełknął ślinę.
   - Catie zapadła w śpiączkę, nie wiadomo czy się obudzi. W salonie na Baker Street znalazłem jej notes, w środku był ten list – Watson położył kopertę na łóżku Holmesa. - Zostawię cię już, pewnie chcesz go przeczytać.
Zasalutował, po czym szybkim krokiem opuścił szpitalną salę. Szatyn wziął do ręki ową kopertę. Na jej przedniej części widniało jego imię i nazwisko. Drżącymi rękoma powoli ją rozerwał.

~*~

        Drogi Sherlocku,
nie wiem czy kiedykolwiek będzie mi dane powiedzieć Ci wszystko to, co zawarłam w tym liście. Najpewniej znienawidzisz mnie, ale i tak nie mam już nic do stracenia. Mam świadomość tego, że Mycroft przedstawił Ci moje akta. Nie zawierają one wszystkich informacji o mnie. Nawet jeśli jego wywiad jest dobry, ja jestem lepsza w ukrywaniu różnych rzeczy ze swojego życia. Dwadzieścia pięć lat temu urodziłam się w zwyczajnej rodzinie. W zwyczajnej rodzinie pochodzącej z Polski. Jestem rodowitą Polką. Osiemnaście lat uczyłam się i mieszkałam w rodzinnym kraju. Tam też poznałam Jima, który wtedy miał na imię Jakub. Łączyło nas dużo więcej niż może Ci się wydawać. Wyjechałam razem z nim studiować w Anglii. Minęło kilka lat, a my – bezgranicznie w sobie zakochani – pobraliśmy się. Przez pewien czas byłam panią Moriarty. Lecz potem wszystko zaczęło się sypać. Jim stał się tym, kim jest teraz. Wzięliśmy szybki rozwód, po którym zniknął z mojego życia. A ja, obarczona swoimi zdolnościami, zostałam zatrudniona przez MI6. Stąd też znam Mycrofta. Przez wiele lat pracowałam w ukryciu, nikt nie wiedział o moim istnieniu. Nikt oprócz mojej rodziny, która i tak do końca nie miała świadomości tego, czym naprawdę się zajmuję. Potem Jim wyszedł z ukrycia. Twój brat wiedział o moich powiązaniach z nim, więc poprosił mnie, żebym pomogła Ci w próbie odnalezienia i zlikwidowania go. Chciałam Ci to wszystko przekazać osobiście, ale nigdy nie było na to dogodnej sytuacji. Poza tym, liczyłam się z tym, że odseparujesz mnie całkowicie od sprawy, gdyż dojdziesz do wniosku, że jestem po tej drugiej stronie. A w rzeczywistości zawsze byłam po Twojej stronie Holmes...

Catie

   - On cię znienawidzi – Mary spojrzała w oczy długowłosej szatynki.
   - Dobrze wiesz, że nie mam wyboru.
   - Masz wybór...
   - Mary, błagam cię – Catie przysiadła się do blondynki. - Jim nie zniszczy nas obu. Zniszczy tylko jedną z nas. I to nie możesz być ty. Razem z Johnem spodziewacie się dziecka, a ja? Ja jestem nikim. Uratowałaś mi życie, powinnam ci się w końcu jakoś za to odwdzięczyć.
   - Nie własną śmiercią. Pomyśl o Sher-
   - Po co mam o nim myśleć? - szatynka przerwała Mary wpół słowa – On jest jaki jest. To, że mnie poznał niczego przecież nie zmieniło. On nie czuje niczego, uczucia są mu obojętne. Dla niego najważniejsza jest sucha ocena sytuacji, różne doświadczenia i logika. Nic poza tym. Jeśli wierzysz w to, że on mógłby kogokolwiek pokochać, a tym bardziej mnie, to jesteś w błędzie.
   - Skąd wiesz? Może gdzieś głęboko w nim leżą skryte pokłady uczuć.
Catie zaśmiała się.
   - Prędzej uwierzę w latające słonie niż w to, że Sherlock Holmes mógłby kogokolwiek pokochać.

~*~

        Czy umarłam? Zadawałam sobie to pytanie kilkanaście razy od momentu, w którym otoczyła mnie ciemność. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło, nie miałam pojęcia gdzie jestem, nie miałam pojęcia co z Sherlockiem... Pamiętam, że go reanimowałam, lecz nie przynosiło to żadnego skutku. Potem poczułam czyjąś dłoń na swoim nadgarstku, a potem... potem był już tylko mrok. Podobno gdy umieramy trafiamy do nieba albo do piekła. W nieokreślonych przypadkach zostaje nam jeszcze czyściec. Tu jest tylko ciemno, a ja nie mogę otworzyć oczu. Nie wiem nawet co wokół mnie się dzieje. GDZIE JA KURWA JESTEM?! Mam ochotę krzyczeć, ale z moich ust nie wydobywa się żaden dźwięk. Nie wiem co się dzieje. Nie wiem nic.
   - Catie... Catie... - w ciemności rozległ się znajomy głos – Może i nie mam uczuć, ale nie nienawidzę cię. Nie rozumiem tego, co dzieje się w mojej głowie. Tego, co dzieje się w całej mojej osobie. Nie ma na to wzoru matematycznego, a reakcje chemiczne są zdradliwe.
Sherlock, to ty... Poznaję twój głos. Nic ci nie jest.
   - Chciałbym, żebyś mnie teraz słyszała.
Przecież cię słyszę, idioto.
   - Uratowałaś mi życie. Wtedy, na basenie. Dziękuję ci za to.
Nie musisz dziękować. Ludzie pomagają tym, którzy coś dla nich znaczą.
Nastała cisza. Po chwili dało się usłyszeć ciche szlochanie.
   - Byłoby dobrze, gdybyś się obudziła. Nikt inny nie pomoże mi znaleźć Jima tak dobrze jak ty.
Nie jestem jedyną, która go zna. Sherlock delikatnie dotknął mojej ręki.
   - Wiesz... zmieniłaś moje życie. W jakimś stopniu zmieniłaś mnie. Dziękuję.

5 komentarzy:

  1. Dowaliłaś, moja droga i to bardzo :D podoba mi się *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagam Cię postaraj sie pisać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to częściej mi się z reguły nie chce. Lenistwo zabija moją twórczą duszę :)

      Usuń
  3. Pomysłowe, szczere, oryginalne 10/10

    OdpowiedzUsuń
  4. suuper czekam na nastepne mam nadzieję że szybko dodasz nowy rozdział !<3

    OdpowiedzUsuń