Rozdział siódmy: I know

      Huk wystrzelonego pocisku ogłuszył mnie tylko na chwilę. Po paru sekundach słyszałam już wszystko zaskakująco wyraźnie. Z mojej lewej strony dobiegło zdławione przekleństwo. Poruszyłam lekko dłonią, po czym z trudem i niesamowitym wysiłkiem otworzyłam oczy. Przy moim łóżku stał Sherlock, trzymający w wyciągniętej dłoni pistolet. Na jego twarzy malowało się przerażenie zmieszanie z pewną dozą ulgi.
  - Sh...sh...sh...Sherlock – wydusiłam z siebie pomimo rurki znajdującej się w moim gardle.
On obrócił głowę w moją stronę. Zirytowana brakiem jakiejkolwiek innej reakcji, wcisnęłam nerwowo kilka razy przycisk wzywający pielęgniarkę. Po paru sekundach przybiegła młoda kobieta w białym fartuchu i wyjęła mi z gardła rurkę od respiratora. Gdy odwróciła się ode mnie zamarła.
  - Policja, morderstwo, policja! - zaczęła krzyczeć.
Wzięłam pierwszy samodzielny głęboki oddech i powoli uniosłam się, siadając na łóżku.
  - Policja nie będzie potrzebna, my z niej jesteśmy – powiedziałam, wypowiadając każdy wyraz prawie osobno.
Na salę wpadł Lestrade z paroma policjantami. Omiótł wzrokiem całą sytuację, po czym poprosił dwóch przybyłych z nim funkcjonariuszy o to, aby wyprowadzili stąd pielęgniarkę.
  - Sherlock – wydusiłam z siebie jego imię po raz kolejny.
Dźwignęłam się na rękach z łóżka, po czym runęłam na szpitalną podłogę. Greg rzucił się mi na pomoc, natomiast Holmes stał nadal wryty w ziemię. Gdy byłam wreszcie w stanie ustać na własnych nogach, wzięłam zamach i uderzyłam z całej siły Sherlocka w twarz. On zamrugał parę razy i spojrzał mi prosto w oczy.
  - Catie? - zapytał, opuszczając rękę i chowając pistolet za pasek spodni.
  - A na kogo według ciebie wyglądam, mistrzu dedukcji? - odpowiedziałam złośliwie.
On rozejrzał się dookoła.
  - O Gavin, jak miło, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością! - razem z Lestradem wywróciłam oczami. - Zatem, jeśli jesteśmy już w komplecie...

~*~

  - Catie, ty płaczesz?! - dotknąłem delikatnie łzy, która skapywała po jej policzku. - Doktorze, doktorze!
Podniosłem się gwałtownie z krzesła, wybiegając na korytarz. Prosto, w lewo, znów prosto, pierwsze drzwi po prawej. Po paru sekundach stałem już przed pokojem lekarzy. Nerwowo zastukałem i nacisnąłem na klamkę nie czekając na odpowiedź. Niestety było zamknięte. Rzuciłem się w drogę powrotną do sali, w której leżała Catie. Przez lekko uchylone drzwi usłyszałem znajomy głos. Jakaś postać w kapturze siedziała przy jej łóżku.
  - Moriarty – warknąłem przez zęby.
  - Niech nasz geniusz nie stoi tak na progu... - obrócił głowę w moją stronę.
Zdjął kaptur i zrobił krok w moją stronę. Natychmiast wyciągnąłem zza paska pistolet i wymierzyłem w jego stronę. On złowieszczo zaśmiał się.
  - Myślisz, że możesz mnie tak po prostu zabić! - krzyknął, podchodząc jeszcze bliżej.
Spróbował zajść mnie od tyłu, lecz ja nie przestawałem trzymać go na muszce. Wyglądało to jak taniec. Morderczy taniec. Któryś z nas musi dziś zginąć, tylko który?
 - Wielki Sherlock Holmes, mistrz dedukcji – Moriarty wpatrywał się we mnie nieustannie. - Wydedukowałeś o niej całą prawdę? Czy dałeś się zaślepić tak jak ja na samym początku?
 - Wiem, że była twoją żoną. Wiem wszystko – odpowiedziałem.
 - Tak? - zapytał, wymierzając we mnie swój pistolet. - A wiesz to, że ona od początku pracowała dla wywiadu? Że żadne z tych czułych słówek, które mi mówiła, że żadne wyznanie miłości było nieprawdą. ŻE TO WSZYSTKO BYŁO KURWA JEDNĄ WIELKĄ NIEPRAWDĄ?! Oszukała mnie, OSZUKAŁA! Myślisz, że ciebie nie oszuka. Myślisz, że tobie mówi całą prawdę? Nie, nie, nie – pomachał pistoletem, nieustannie we mnie celując.
W mgnieniu oka jego palec znalazł się na spuście, lecz to ja byłem szybszy. Kula przebiła się przez jego klatkę piersiową, zatrzymując się w ścianie za nim, a on sam poleciał w tył i runął z impetem na podłogę. Podszedłem do niego. Na twarzy Moriartego malował się triumfalny uśmiech.
  - Kurwa – wycedziłem przez zęby.
~*~

  -  Naprawdę? - zapytał z niedowierzaniem Lestrade.
Sherlock nie odezwał się słowem. Kucnęłam przy zwłokach. Jim wyglądał jakoś inaczej. Na jego zwyczajowo kruczoczarnych włosach malowały się oznaki delikatnej siwizny, co bardzo mi nie pasowało. Wzięłam parę lateksowych rękawiczek leżących w pudełku na stoliku przy moim dawnym już łóżku i zaczęłam swoje własne oględziny. Greg kucnął obok mnie.
  - Czegoś konkretnego szukasz? - zapytał.
  - Wszystkiego – odpowiedziałam. - Zbyt wiele szczegółów mi tu nie pasuje.
Inspektor podał mi latarkę. Przyświecałam nią sobie, szukając sama nie wiem czego, w różnych zakamarkach jego ubrań. Po chwili w jego uchu dojrzałam fragment jakiejś nitki. Zabrałam szpitalną pęsetę ze stolika i chwyciłam ją. Okazała się bardzo oporna na próbę wyciągnięcia z ucha, więc użyłam trochę więcej siły, a po tym manewrze, moim oczom ukazała się miniaturowa słuchawka.
  - Przeoczyłem to...? - Sherlock zapytał jakby sam siebie.
  - Pomóżcie mi go przewrócić na brzuch – powiedziałam, odkładając pęsetę.
Wzięłam głęboki oddech. No dobrze, jak trzeba, to trzeba. Zdjęłam mu spodnie razem z bokserkami. Na prawym pośladku widniała wielka, biała blizna po dawnym poparzeniu.
  - Dajcie mi kawałek jakiegoś ręcznika i rozpuszczalnik. COKOLWIEK! - wrzasnęłam, obcierając pot z czoła.
Greg spojrzał na mnie, potem na Sherlocka, który wyglądał jakby definitywnie podróżował teraz po swoim pałacu myśli, poderwał się z podłogi i wybiegł na korytarz. Po paru minutach wrócił z jakąś starą szmatką i butelką rozpuszczalnika. Zamoczyłam w nim materiał i potarłam pośladki Jima.
  - Tak myślałam! - krzyknęłam triumfalnie. - To nie on.
  - Jak to nie on? To nie jest Moriarty? - zapytał Greg.
Sherlock wrócił na ziemię wyrwany z zamyślenia.
  - To nie Moriarty. - powiedział wskazując na ciało leżące na podłodze.
  - Catie doszła do podobnych wniosków – odpowiedział mu Lestrade.
  - Jak to? - Sherlock był w głębokim szoku.
Inspektor spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym coś w stylu 'dlaczego muszę pracować z tymi ludźmi'. Holmes obrócił głowę w moim kierunku i rzucił mi spojrzenie pełne niejasnych odpowiedzi i nie zadanych pytań.
 - Pośladki mi mówią, że to nie on – odpowiedziałam, nie mogąc ukryć śmiechu na dźwięk słów przeze mnie wypowiedzianych. - Miejmy nadzieję, że Watson nie opisze tej sprawy jako „Pośladkowa afera”.
Sherlock zamrugał zmieszany. Chyba nawet on, wielki Sherlock Holmes, nie wiedział, o co dokładnie mi chodzi.

2 komentarze:

  1. Kiedy następny rozdział ?? Czekam z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest świetne <3
    Proszę, kontynuuj pisanie.
    Proszę....

    OdpowiedzUsuń