Huk
wystrzelonego pocisku ogłuszył mnie tylko na chwilę. Po paru
sekundach słyszałam już wszystko zaskakująco wyraźnie. Z mojej
lewej strony dobiegło zdławione przekleństwo. Poruszyłam lekko
dłonią, po czym z trudem i niesamowitym wysiłkiem otworzyłam
oczy. Przy moim łóżku stał Sherlock, trzymający w wyciągniętej
dłoni pistolet. Na jego twarzy malowało się przerażenie
zmieszanie z pewną dozą ulgi.
- Sh...sh...sh...Sherlock
– wydusiłam z siebie pomimo rurki znajdującej się w moim
gardle.
On obrócił
głowę w moją stronę. Zirytowana brakiem jakiejkolwiek innej
reakcji, wcisnęłam nerwowo kilka razy przycisk wzywający
pielęgniarkę. Po paru sekundach przybiegła młoda kobieta w białym
fartuchu i wyjęła mi z gardła rurkę od respiratora. Gdy odwróciła
się ode mnie zamarła.
- Policja,
morderstwo, policja! - zaczęła krzyczeć.
Wzięłam
pierwszy samodzielny głęboki oddech i powoli uniosłam się,
siadając na łóżku.
- Policja
nie będzie potrzebna, my z niej jesteśmy – powiedziałam,
wypowiadając każdy wyraz prawie osobno.
Na salę
wpadł Lestrade z paroma policjantami. Omiótł wzrokiem całą
sytuację, po czym poprosił dwóch przybyłych z nim funkcjonariuszy
o to, aby wyprowadzili stąd pielęgniarkę.
- Sherlock
– wydusiłam z siebie jego imię po raz kolejny.
Dźwignęłam
się na rękach z łóżka, po czym runęłam na szpitalną podłogę.
Greg rzucił się mi na pomoc, natomiast Holmes stał nadal wryty w
ziemię. Gdy byłam wreszcie w stanie ustać na własnych nogach,
wzięłam zamach i uderzyłam z całej siły Sherlocka w twarz. On
zamrugał parę razy i spojrzał mi prosto w oczy.
- Catie?
- zapytał, opuszczając rękę i chowając pistolet za pasek
spodni.
- A na
kogo według ciebie wyglądam, mistrzu dedukcji? - odpowiedziałam
złośliwie.
On rozejrzał
się dookoła.
- O
Gavin, jak miło, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością! -
razem z Lestradem wywróciłam oczami. - Zatem, jeśli jesteśmy już
w komplecie...
~*~
- Catie,
ty płaczesz?! - dotknąłem delikatnie łzy, która skapywała po
jej policzku. - Doktorze, doktorze!
Podniosłem
się gwałtownie z krzesła, wybiegając na korytarz. Prosto, w lewo,
znów prosto, pierwsze drzwi po prawej. Po paru sekundach stałem już
przed pokojem lekarzy. Nerwowo zastukałem i nacisnąłem na klamkę
nie czekając na odpowiedź. Niestety było zamknięte. Rzuciłem się
w drogę powrotną do sali, w której leżała Catie. Przez lekko
uchylone drzwi usłyszałem znajomy głos. Jakaś postać w kapturze
siedziała przy jej łóżku.
- Moriarty
– warknąłem przez zęby.
- Niech
nasz geniusz nie stoi tak na progu... - obrócił głowę w moją
stronę.
Zdjął
kaptur i zrobił krok w moją stronę. Natychmiast wyciągnąłem zza
paska pistolet i wymierzyłem w jego stronę. On złowieszczo zaśmiał
się.
- Myślisz,
że możesz mnie tak po prostu zabić! - krzyknął, podchodząc
jeszcze bliżej.
Spróbował
zajść mnie od tyłu, lecz ja nie przestawałem trzymać go na
muszce. Wyglądało to jak taniec. Morderczy taniec. Któryś z nas
musi dziś zginąć, tylko który?
- Wielki
Sherlock Holmes, mistrz dedukcji – Moriarty wpatrywał się we
mnie nieustannie. - Wydedukowałeś o niej całą prawdę? Czy dałeś
się zaślepić tak jak ja na samym początku?
- Wiem,
że była twoją żoną. Wiem wszystko – odpowiedziałem.
- Tak?
- zapytał, wymierzając we mnie swój pistolet. - A wiesz to, że
ona od początku pracowała dla wywiadu? Że żadne z tych czułych
słówek, które mi mówiła, że żadne wyznanie miłości było
nieprawdą. ŻE TO WSZYSTKO BYŁO KURWA JEDNĄ WIELKĄ NIEPRAWDĄ?!
Oszukała mnie, OSZUKAŁA! Myślisz, że ciebie nie oszuka. Myślisz,
że tobie mówi całą prawdę? Nie, nie, nie – pomachał
pistoletem, nieustannie we mnie celując.
W
mgnieniu oka jego palec znalazł się na spuście, lecz to ja byłem
szybszy. Kula przebiła się przez jego klatkę piersiową,
zatrzymując się w ścianie za nim, a on sam poleciał w tył i
runął z impetem na podłogę. Podszedłem do niego. Na twarzy
Moriartego malował się triumfalny uśmiech.
- Kurwa
– wycedziłem przez zęby.
~*~
- Naprawdę?
- zapytał z niedowierzaniem Lestrade.
Sherlock
nie odezwał się słowem. Kucnęłam przy zwłokach. Jim wyglądał
jakoś inaczej. Na jego zwyczajowo kruczoczarnych włosach malowały
się oznaki delikatnej siwizny, co bardzo mi nie pasowało. Wzięłam
parę lateksowych rękawiczek leżących w pudełku na stoliku przy
moim dawnym już łóżku i zaczęłam swoje własne oględziny. Greg
kucnął obok mnie.
- Czegoś
konkretnego szukasz? - zapytał.
- Wszystkiego
– odpowiedziałam. - Zbyt wiele szczegółów mi tu nie pasuje.
Inspektor
podał mi latarkę. Przyświecałam nią sobie, szukając sama nie
wiem czego, w różnych zakamarkach jego ubrań. Po chwili w jego
uchu dojrzałam fragment jakiejś nitki. Zabrałam szpitalną pęsetę
ze stolika i chwyciłam ją. Okazała się bardzo oporna na próbę
wyciągnięcia z ucha, więc użyłam trochę więcej siły, a po tym
manewrze, moim oczom ukazała się miniaturowa słuchawka.
- Przeoczyłem
to...? - Sherlock zapytał jakby sam siebie.
- Pomóżcie
mi go przewrócić na brzuch – powiedziałam, odkładając pęsetę.
Wzięłam
głęboki oddech. No
dobrze, jak trzeba, to trzeba.
Zdjęłam mu spodnie razem z bokserkami. Na prawym pośladku widniała
wielka, biała blizna po dawnym poparzeniu.
- Dajcie
mi kawałek jakiegoś ręcznika i rozpuszczalnik. COKOLWIEK! -
wrzasnęłam, obcierając pot z czoła.
Greg
spojrzał na mnie, potem na Sherlocka, który wyglądał jakby
definitywnie podróżował teraz po swoim pałacu myśli, poderwał
się z podłogi i wybiegł na korytarz. Po paru minutach wrócił z
jakąś starą szmatką i butelką rozpuszczalnika. Zamoczyłam w nim
materiał i potarłam pośladki Jima.
- Tak
myślałam! - krzyknęłam triumfalnie. - To nie on.
- Jak
to nie on? To nie jest Moriarty? - zapytał Greg.
Sherlock
wrócił na ziemię wyrwany z zamyślenia.
- To
nie Moriarty. - powiedział wskazując na ciało leżące na
podłodze.
- Catie
doszła do podobnych wniosków – odpowiedział mu Lestrade.
- Jak
to? - Sherlock był w głębokim szoku.
Inspektor
spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym coś w stylu 'dlaczego muszę
pracować z tymi ludźmi'. Holmes obrócił głowę w moim kierunku i
rzucił mi spojrzenie pełne niejasnych odpowiedzi i nie zadanych
pytań.
- Pośladki
mi mówią, że to nie on – odpowiedziałam, nie mogąc ukryć
śmiechu na dźwięk słów przeze mnie wypowiedzianych. - Miejmy
nadzieję, że Watson nie opisze tej sprawy jako „Pośladkowa
afera”.
Sherlock zamrugał zmieszany. Chyba nawet on, wielki Sherlock Holmes, nie wiedział, o co dokładnie mi chodzi.
Sherlock zamrugał zmieszany. Chyba nawet on, wielki Sherlock Holmes, nie wiedział, o co dokładnie mi chodzi.
Kiedy następny rozdział ?? Czekam z niecierpliwością.
OdpowiedzUsuńTo jest świetne <3
OdpowiedzUsuńProszę, kontynuuj pisanie.
Proszę....