Rozdział pierwszy: Scene Of A Crime

        Był szarawy poniedziałkowy poranek, gdy Mycroft podjechał pod mój apartament swoim czarnym wozem i kazał mi udać się wraz z nim. Okazało się, że pojechaliśmy do szpitala St. Barts. Po szybkiej jeździe windą znaleźliśmy się w kostnicy, w której była już jakaś rozmawiająca ze sobą parka. Kobieta – Molly, o której z rozmów z Mycroftem wiedziałam tyle, że była patologiem sądowym – miała brązowe włosy związane w kitka i ubrana była w standardowy biały kitel lekarski. Zaś obok niej stał mężczyzna z burzą czarnych loków na głowie. Pomimo, że był odwrócony do nas tyłem, zdążyłam zauważyć, że trzyma w dłoni szpicrutę.
   - Mój drogi Sherlocku... - zaczął M.
   - Mycroft? Nigdy nie pomyślałbym, że spotkamy się kiedykolwiek w kostnicy – szatyn uśmiechnął się ironicznie. - A to kto? - zapytał, podchodząc do nas bliżej.
Gdy stanął naprzeciw mnie, byłam w stanie mu się bliżej przyjrzeć. Był to wysoki, szczupły facet, z wcześniej wspomnianą burzą loków na głowie i oczami w kolorze wszelkich oceanów świata, w których z chęcią dałabym się utopić.
   - To jest Catie. - powiedział starszy z braci Holmesów.
   - Catie, hmm... - Sherlock zaczął uważnie mi się przyglądać.
   - Nie, tak, pół paczki dziennie, tak, tak, wabi się Boo – szatyn spojrzał na mnie ze zdziwieniem. - To tak ubiegając twoje pytania.
   - Skąd wiedziałaś o co chcę zapytać? - był zaskoczony moimi odpowiedziami.
   - Cóż, kobieca intuicja – puściłam do niego oko.
Podeszłam do Molly.
   - Więc... co jest aż tak ciekawe, że sam szef się po mnie fatygował? - zagadnęłam do niej.
   - SZEF? - Sherlock spojrzał na Mycrofta.
On tylko poprawił uchwyt dłoni na parasolce i zbliżył się do stołu autopsyjnego.
   - Ekhem... mężczyzna, 45 lat – powiedziała Molly odsłaniając zwłoki.
Moim oczom ukazał się owy mężczyzna w pierwszym stadium stężenia pośmiertnego.
   - Jest dosyć podziurawiony. Trafiło go ponad sto pocisków z karabinu snajperskiego – kontynuowała patolog.
   - Ja na całe szczęście strzelam celniej – uśmiechnęłam się do siebie pod nosem.
   - Strzelasz? - zapytał zaciekawiony Sherlock.
   - Pewnie nie zauważyłeś, ale mam wciąż na dłoniach ślady prochu po dzisiejszej wizycie na strzelnicy. Moja celność wynosi sto procent.
   - Jesteś tego, aż tak bardzo pewna?
   - Ależ oczywiście – odparłam.
Sherlock sięgnął do kieszeni i rzucił pod sufit funciaka. W ułamku chwili sięgnęłam za pasek od spodni, za którym schowany miałam mój pistolet i jednym strzałem przedziurawiłam monetę, po czym złapałam ją w dłoń.
   - Już to gdzieś widziałem... - odparł Sherlock przyglądając się monecie leżącej na mojej dłoni.
   - Niewiele osób tak potrafi – uśmiechnęłam się.
On przykrył moją dłoń wierzchem swojej i spojrzał mi w oczy. Te magnetycznie niebieskie oczy miały coś w obie. On cały miał coś w sobie. Musnęłam jego dłoń swoją, po czym zwróciłam się do Molly.
   - Oglądałaś jego plecy?
   - Słucham? - zapytała, jak gdyby wyrwana z transu.
   - Pytałam, czy oglądałaś jego plecy.
   - Nie zdążyłam, bo Sherlock przyszedł – uśmiechnęła się lekko.
Nałożyła na ręce lateksowe rękawiczki i delikatnie obróciła ciało mężczyzny. Po twarzy Sherlocka przebiegł straszliwy uśmiech.
   - Jimmy – powiedziałam. - Że też dalej jest w zabójczej formie.
   - Jimmy? - Sherlock spojrzał na mnie.
   - J.M. Nie kto inny jak Jimmy. Albo Jim Moriarty, jak kto woli. Chyba, że to jakikolwiek inny J.M., który bawi się w wypalanie strzałami z bliska swoich inicjałów na plecach ludzi.
Detektyw był lekko zmieszany.
   - Ty go znasz?
   - Znam. Grono geniuszy komputerowych jest dosyć małe.
Wsadziłam dziurawego funta do kieszeni swojej marynarki, po czym wyjęłam my z ręki szpicrutę.
   - Ten oto denat – wskazałam na zmarłego szpicrutą używając jej jako wskaźnika – musiał nieźle zajść za skórę Jimowi, gdyż ten zrobił z niego najzwyklejszy durszlak. Więc. Mamy dwie możliwe hipotezy. Pierwsza: denat współpracował z J.M., lecz nie wywiązał się z postawionych mu warunków i skończył jako ozdoba dna sadzawki lub druga hipoteza: denat napatoczył się wyżej wymienionemu J.M i skończył jak w hipotezie numer jeden.
Sherlock powoli domknął otwarte usta.
   - Skąd wiesz, że znaleziono go w sadzawce?
   - Och, to proste – odparłam – jest pokryty delikatną warstwą mułu, którego odcień świadczy o występowaniu w płytkich zbiornikach wodnych. Dodam także, że po stopniu zniszczenia nadgarstków, kości kilku palców i deformacji kręgosłupa denat był informatykiem w jakiejś wielkiej korporacji. Po z tym twój szanowny brat opowiedział mi o twoich porachunkach z Moriartym.
   - MYCROFT! - młodszy Holmes fuknął na niego.
   - Jeśli ma z nami, a konkretniej z TOBĄ współpracować, to raczej musi wiedzieć parę rzeczy. Nie sądzisz, braciszku?
   - Ona ma ze MNĄ współpracować?! - krzyknął oburzony szatyn.
   - Nie martw się, nigdy nie zostanę królową dedukcji – powiedziałam, muskając delikatnie szpicrutą jego policzek.

On zaczerwienił się, wyrwał mi ją z ręki, po czym postawił kołnierz swojego płaszcza i szybkim krokiem opuścił prosektorium. To będzie bardzo owocna współpraca, panie Holmes - pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.

3 komentarze:

  1. Wow ! Kocham tę kobietę ,jest po prostu bezbłędna . Ma wszystko to ,czego brakowało mi w Irene. Wreszcie ktoś na miarę Sherlocka :) Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział .

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest swietne! Nie czytalam jeszcze tak dobrego polskiego sherlockowego fanficka. Szczerze mowiac, spodziewalam sie, ze zdeceniodawca bedzie Mycroft i ciesze sie, bo jest to jedna z moich ulubionych postaci. Catie ma charakterek, podoba mi sie! Ktos na miare Sherlocka, fakt, ale jka by kobieta nie byla, Sherlocka widze samotnie, na pewno nie z kobieta u boku :D
    Cisnie mi sie na usta pytanie - co z Johnem? :c
    Swietnie piszesz - nie ma zadnego vledu interpunkcyjnego ani ortograficznego, czyta sie plynnie i szybko. Mam dwie male uwagi - pisz troche dlyzsze rozdzialy! :) I druga - popracuj troche nad opisami miejsc i zdarzen. Im barwniesze opisy, tym lepiej sie czyta.
    A na razie pozdrawiam i czekam na kolejny rozdzial, brak ogonkow w mojej wypowiedzi niech mi panienka wybaczy, komentuje z telefonu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Holmes ^^ Serio, we wszystkich opowiadaniach te dialogi powinny być kompletnie zamienione, kto by pomyślał, że jakaś kobitka może być królową dedukcji i zawstydzić Szczepana?!

    OdpowiedzUsuń