- Mój drogi Sherlocku... - zaczął M.
- Mycroft? Nigdy nie pomyślałbym, że spotkamy się kiedykolwiek w kostnicy – szatyn uśmiechnął się ironicznie. - A to kto? - zapytał, podchodząc do nas bliżej.
Gdy stanął naprzeciw mnie, byłam w
stanie mu się bliżej przyjrzeć. Był to wysoki, szczupły facet, z
wcześniej wspomnianą burzą loków na głowie i oczami w kolorze
wszelkich oceanów świata, w których z chęcią dałabym się
utopić.
- To jest Catie. - powiedział
starszy z braci Holmesów.
- Catie, hmm... - Sherlock zaczął
uważnie mi się przyglądać.
- Nie, tak, pół paczki dziennie,
tak, tak, wabi się Boo – szatyn spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- To tak ubiegając twoje pytania.
- Skąd wiedziałaś o co chcę zapytać? - był zaskoczony moimi odpowiedziami.
- Cóż, kobieca intuicja –
puściłam do niego oko.
Podeszłam do Molly.
- Więc... co jest aż tak ciekawe,
że sam szef się po mnie fatygował? - zagadnęłam do niej.
- SZEF? - Sherlock spojrzał na
Mycrofta.
On tylko poprawił uchwyt dłoni na
parasolce i zbliżył się do stołu autopsyjnego.
- Ekhem... mężczyzna, 45 lat –
powiedziała Molly odsłaniając zwłoki.
Moim oczom ukazał się owy mężczyzna
w pierwszym stadium stężenia pośmiertnego.
- Jest dosyć podziurawiony. Trafiło
go ponad sto pocisków z karabinu snajperskiego – kontynuowała
patolog.
- Ja na całe szczęście strzelam
celniej – uśmiechnęłam się do siebie pod nosem.
- Strzelasz? - zapytał zaciekawiony
Sherlock.
- Pewnie nie zauważyłeś, ale mam
wciąż na dłoniach ślady prochu po dzisiejszej wizycie na
strzelnicy. Moja celność wynosi sto procent.
- Jesteś tego, aż tak bardzo
pewna?
- Ależ oczywiście – odparłam.
Sherlock sięgnął do kieszeni i
rzucił pod sufit funciaka. W ułamku chwili sięgnęłam za pasek od
spodni, za którym schowany miałam mój pistolet i jednym strzałem
przedziurawiłam monetę, po czym złapałam ją w dłoń.
- Już to gdzieś widziałem... -
odparł Sherlock przyglądając się monecie leżącej na mojej
dłoni.
- Niewiele osób tak potrafi –
uśmiechnęłam się.
On przykrył moją dłoń wierzchem
swojej i spojrzał mi w oczy. Te magnetycznie niebieskie oczy miały
coś w obie. On cały miał coś w sobie. Musnęłam jego dłoń
swoją, po czym zwróciłam się do Molly.
- Oglądałaś jego plecy?
- Słucham? - zapytała, jak gdyby
wyrwana z transu.
- Pytałam, czy oglądałaś jego
plecy.
- Nie zdążyłam, bo Sherlock
przyszedł – uśmiechnęła się lekko.
Nałożyła na ręce lateksowe
rękawiczki i delikatnie obróciła ciało mężczyzny. Po twarzy
Sherlocka przebiegł straszliwy uśmiech.
- Jimmy – powiedziałam. - Że też dalej jest w zabójczej formie.
- Jimmy? - Sherlock spojrzał na
mnie.
- J.M. Nie kto inny jak Jimmy. Albo
Jim Moriarty, jak kto woli. Chyba, że to jakikolwiek inny J.M.,
który bawi się w wypalanie strzałami z bliska swoich inicjałów
na plecach ludzi.
Detektyw był lekko zmieszany.
- Ty go znasz?
- Znam. Grono geniuszy komputerowych
jest dosyć małe.
Wsadziłam dziurawego funta do kieszeni
swojej marynarki, po czym wyjęłam my z ręki szpicrutę.
- Ten oto denat – wskazałam na
zmarłego szpicrutą używając jej jako wskaźnika – musiał
nieźle zajść za skórę Jimowi, gdyż ten zrobił z niego
najzwyklejszy durszlak. Więc. Mamy dwie możliwe hipotezy.
Pierwsza: denat współpracował z J.M., lecz nie wywiązał się z
postawionych mu warunków i skończył jako ozdoba dna sadzawki lub
druga hipoteza: denat napatoczył się wyżej wymienionemu J.M i
skończył jak w hipotezie numer jeden.
Sherlock powoli domknął otwarte usta.
- Skąd wiesz, że znaleziono go w
sadzawce?
- Och, to proste – odparłam –
jest pokryty delikatną warstwą mułu, którego odcień świadczy o
występowaniu w płytkich zbiornikach wodnych. Dodam także, że po
stopniu zniszczenia nadgarstków, kości kilku palców i deformacji
kręgosłupa denat był informatykiem w jakiejś wielkiej
korporacji. Po z tym twój szanowny brat opowiedział mi o twoich
porachunkach z Moriartym.
- MYCROFT! - młodszy Holmes fuknął na
niego.
- Jeśli ma z nami, a konkretniej z
TOBĄ współpracować, to raczej musi wiedzieć parę rzeczy. Nie
sądzisz, braciszku?
- Ona ma ze MNĄ współpracować?!
- krzyknął oburzony szatyn.
- Nie martw się, nigdy nie zostanę
królową dedukcji – powiedziałam, muskając delikatnie szpicrutą
jego policzek.
On zaczerwienił się, wyrwał mi ją z
ręki, po czym postawił kołnierz swojego płaszcza i szybkim
krokiem opuścił prosektorium. To będzie bardzo owocna
współpraca, panie Holmes - pomyślałam i uśmiechnęłam się
sama do siebie.
Wow ! Kocham tę kobietę ,jest po prostu bezbłędna . Ma wszystko to ,czego brakowało mi w Irene. Wreszcie ktoś na miarę Sherlocka :) Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział .
OdpowiedzUsuńTo jest swietne! Nie czytalam jeszcze tak dobrego polskiego sherlockowego fanficka. Szczerze mowiac, spodziewalam sie, ze zdeceniodawca bedzie Mycroft i ciesze sie, bo jest to jedna z moich ulubionych postaci. Catie ma charakterek, podoba mi sie! Ktos na miare Sherlocka, fakt, ale jka by kobieta nie byla, Sherlocka widze samotnie, na pewno nie z kobieta u boku :D
OdpowiedzUsuńCisnie mi sie na usta pytanie - co z Johnem? :c
Swietnie piszesz - nie ma zadnego vledu interpunkcyjnego ani ortograficznego, czyta sie plynnie i szybko. Mam dwie male uwagi - pisz troche dlyzsze rozdzialy! :) I druga - popracuj troche nad opisami miejsc i zdarzen. Im barwniesze opisy, tym lepiej sie czyta.
A na razie pozdrawiam i czekam na kolejny rozdzial, brak ogonkow w mojej wypowiedzi niech mi panienka wybaczy, komentuje z telefonu :)
Pani Holmes ^^ Serio, we wszystkich opowiadaniach te dialogi powinny być kompletnie zamienione, kto by pomyślał, że jakaś kobitka może być królową dedukcji i zawstydzić Szczepana?!
OdpowiedzUsuń