Był środek
nocy. Za oknem lał deszcz, a ja siedziałam w fotelu na Baker Street. Sherlock
nerwowo chodził po pokoju, a ja powoli sączyłam herbatę z porcelanowej
filiżanki.
- To zastanawiające – zaczął szatyn – skąd tak
wiele wiesz o Moriartym.
- Mówiłam ci już. Miałam okazję go kiedyś poznać –
odłożyłam filiżankę na stolik.
Wstałam z fotela i wzięłam do ręki laptopa Sherlocka.
- Co robisz? - warknął – Myślisz, że uda ci się na
niego włamać?
Obróciłam komputer i pokazałam mu jego własny pulpit.
- Cóż za urocza tapeta powiedziałam. Redbeard, jak
mniemam? Tak się chyba wabił.
Spojrzał na mnie gniewnie i wyrwał mi komputer z rąk.
- Nie tak ostro, mój drogi Holmesie – złapałam go
za rękę.
- Nie mów do mnie takim tonem.
- A jaki wolisz? Może taki – zamruczałam mu wprost
do ucha.
Jego policzki zalały się purpurą, a on sam uciekł do kuchni.
- Och Sherlock, Sherlock – rozłożyłam się wygodnie
na kanapie. - Jesteś mężczyzną. Nie ma się czego wstydzić.
Z kuchni dobiegł mnie jego szaleńczy śmiech. Wrócił on do
kuchni z laptopem pod pachą. Przysunął sobie fotel i usiadł naprzeciwko mnie.
- Miłość, to tylko zbiór reakcji chemicznych.
Pożądanie nie istnieje, a ludzie udają, że kogoś kochają, bo tak jest łatwiej.
Gdy powiesz zwykłe „kocham cię” wiele spraw załatwisz szybciej, niż bez tych
dwóch słów. Które zresztą i tak nic nie znaczą.
Roześmiałam się. Nachyliłam się do przodu i zbliżyłam się do
szatyna.
- Kochałeś kogokolwiek? Odpowiedź jest pewnie
prosta. „Nie”. A co z Janine? Zdobyłeś jej serce i zabawiłeś się nim tylko po
to, aby rozwiązać kolejną sprawę. Przecież TY taki jesteś, wielki Sherlock
Holmes, detektyw – konsultant. Nie zauważasz najprostszych znaków. Pewnie nigdy
nie było dane ci zauważyć jak Molly na ciebie patrzy. Pewnie nigdy nie
zauważyłeś jej maślanych oczu wbitych w ciebie już, gdy przekraczasz próg
jakiegokolwiek pomieszczenia, w którym ona aktualnie się znajduje. Jesteś
pieprzonym egoistą, drogi Sherlocku. Czasem rozejrzyj się dookoła i zobacz, że
dla kogoś jesteś najważniejszy.
Zerwałam się z fotela, wymierzyłam mu siarczysty policzek i
wybiegłam z kamienicy trzaskając za sobą drzwiami.
~*~
Deszcz lał
się strumieniami po szybie. Kropla goniła kroplę po uprzednio wytyczonej
ścieżce. Pokój oświetlało światło bijące od monitora. Siedziałam skulona na
krześle z kubkiem gorącej herbaty w ręce, przeszukując wszelkie bazy danych w
poszukiwaniu jakichkolwiek okruszków informacji zostawionych przez Moriartego.
Nagle mój telefon zawibrował. Był to sms:
Przepraszam.
SH
- Trochę za późno – powiedziałam na głos.
Wstałam od komputera i szybkim ruchem otworzyłam drzwi do
mieszkania. Na progu kucał Sherlock usiłując otworzyć je wytrychem.
- Wystarczyło zapukać – gestem dłoni zaprosiłam go
do środka.
Wszedł niepewnie do środka. Rozglądał się dookoła, jakby
oglądał wystawę w National Gallery.
- Spokojnie, nie zastawiłam na ciebie żadnej
pułapki – zaśmiałam się.
Zamknęłam drzwi, a on usiadł na kanapie.
- Lestrade ma jakiś trop. Chce żebyśmy
przyjechali.
- My? - zapytałam zdziwiona. - Cóż.
Wzięłam torebkę i udałam się za Sherlockiem. Zamykając drzwi
od mieszkania zauważyłam czerwony ślad na jego policzku.
- Nie chciałam tak mocno – powiedziałam, dotykając
jego twarzy.
- Nie szkodzi – uśmiechnął się niepewnie.
Złapał szybko jakąś taksówkę i już po kilku minutach byliśmy
w Scotland Yardzie. Panowała w nim napięta atmosfera. Wszyscy za wszelką cenę chcieli dopaść Jima. Nie dziwiłam im się, gdybym tylko dopadła go w swoje ręce...
- Och, Catie - głos Grega wyrwał mnie z zamyślenia. - Jednak współpracujesz z Sherlockiem?
- Jakoś tak wyszło - uśmiechnęłam się do niego.
Brunet wrócił do nerwowego przerzucania sterty papierów, która znajdowała się na jego biurku. Holmes zaś stukał zdenerwowany w klawiaturę komputera stojącego pod oknem. Do biura weszła szatynka z długimi kręconymi włosami. Podała Lestradowi kolejne papiery.
- Co tu robisz, dziwaku? - skierowała pytanie do Sherlocka.
- Rozwiązuję sprawę. Wyjdź stąd, źle mi się myśli, gdy jesteś w pobliżu - ruchem ręki wskazał jej drzwi.
Ona tylko westchnęła i wyszła, trzaskając za sobą drzwiami.
- Chyba jestem dziś niewidzialna - powiedziałam sama do siebie.
Ciszę przerwał przenikliwy dźwięk telefonu młodego Holmesa.
- Tak? - powiedział do słuchawki.
Jego twarz zmroziło przerażenie. Po chwili rozłączył się i zwrócił się do nas.
- To Moriarty. Chce się spotkać. Na basenie.
Przerażony Lestrade chwycił za telefon.
- Wszystkie jednostki na basen - warknął do telefonu, po czym szybko rozłączył się.
Wybiegliśmy szybko z budynku i wsiedliśmy do czarnego SUVa, który po nas podjechał. Greg wręczył mi kamizelkę kuloodporną.
- Mamy jakiś plan? - zapytał.
- Nie dać się zabić - odpowiedziałam.
Noc w Londynie rozświetliły światła policyjnych kogutów.
Uwielbiam Twoje opowiadanie <3 Ciekawie piszesz, a Catie to świetna postać :)
OdpowiedzUsuńJedyny minus dla mnie to długość rozdziałów - za krótkie, a takie fajne
:D No ale nie ma po co na siłę pisać długich ;) Życzę weny :)
Jestem tego samego zdania
UsuńTroszke nie rozumiem zachowania Catie. Chociaz nie, zachowanie rozumiem, ale chyba zle obralas to w slowa. Brak wykrzyknikow sugeruje,ze Catie nie krzyczala a mowila spokojnie. Zatem po chwili ten policzek wydaje mi sie wymuszony.
OdpowiedzUsuńOprocz tego mam zero zastrzezen. Piszesz fajne i swietnie sie czyta. Jedno zdanie mi sie podobalo, mianowicie to "...jak Molly sie na ciebie patrzy." Oooo, Sherlolly forever <3
A ja wciaz nie wiem, gdzie jest John. Eh. :c
Pisz dluzsze, blagam! :D Zamiast dwoch krotkich rozdzialow zlacz je i stworz dwa dluzsze. Tak jest lepiej dka wszystkich :D
pozdrawiam!
[czyste-serca]
Wykrzykniki, wykrzykniki... czasem tak jestem pochłonięta pisaniem rozdziału,że o nich zapominam, ale obiecuję poprawę :D następny rozdział będzie zdecydowanie dłuższy, już to zaplanowałam ;)
Usuńto świetnie :D
UsuńNo ... no ;) Rozdział spoczko chociaż ciut mało się dzieje . Czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńPo tytułach widzę, że ktoś tu lubi placebo :) high five! Jak na razie sporo niewyjaśnionych rzeczy ale już czytam następne rozdziały. Intrygująco.
OdpowiedzUsuń