Rozdział trzeci: Devil In the Details

        Był środek nocy. Za oknem lał deszcz, a ja siedziałam w fotelu na Baker Street. Sherlock nerwowo chodził po pokoju, a ja powoli sączyłam herbatę z porcelanowej filiżanki.
   - To zastanawiające – zaczął szatyn – skąd tak wiele wiesz o Moriartym.
   - Mówiłam ci już. Miałam okazję go kiedyś poznać – odłożyłam filiżankę na stolik.
Wstałam z fotela i wzięłam do ręki laptopa Sherlocka.
   -  Co robisz? - warknął – Myślisz, że uda ci się na niego włamać?
Obróciłam komputer i pokazałam mu jego własny pulpit.
   -  Cóż za urocza tapeta powiedziałam. Redbeard, jak mniemam? Tak się chyba wabił.
Spojrzał na mnie gniewnie i wyrwał mi komputer z rąk.
   -  Nie tak ostro, mój drogi Holmesie – złapałam go za rękę.
   - Nie mów do mnie takim tonem.
   - A jaki wolisz? Może taki – zamruczałam mu wprost do ucha.
Jego policzki zalały się purpurą, a on sam uciekł do kuchni.
   - Och Sherlock, Sherlock – rozłożyłam się wygodnie na kanapie. - Jesteś mężczyzną. Nie ma się czego wstydzić.
Z kuchni dobiegł mnie jego szaleńczy śmiech. Wrócił on do kuchni z laptopem pod pachą. Przysunął sobie fotel i usiadł naprzeciwko mnie.
   - Miłość, to tylko zbiór reakcji chemicznych. Pożądanie nie istnieje, a ludzie udają, że kogoś kochają, bo tak jest łatwiej. Gdy powiesz zwykłe „kocham cię” wiele spraw załatwisz szybciej, niż bez tych dwóch słów. Które zresztą i tak nic nie znaczą.
Roześmiałam się. Nachyliłam się do przodu i zbliżyłam się do szatyna.
   - Kochałeś kogokolwiek? Odpowiedź jest pewnie prosta. „Nie”. A co z Janine? Zdobyłeś jej serce i zabawiłeś się nim tylko po to, aby rozwiązać kolejną sprawę. Przecież TY taki jesteś, wielki Sherlock Holmes, detektyw – konsultant. Nie zauważasz najprostszych znaków. Pewnie nigdy nie było dane ci zauważyć jak Molly na ciebie patrzy. Pewnie nigdy nie zauważyłeś jej maślanych oczu wbitych w ciebie już, gdy przekraczasz próg jakiegokolwiek pomieszczenia, w którym ona aktualnie się znajduje. Jesteś pieprzonym egoistą, drogi Sherlocku. Czasem rozejrzyj się dookoła i zobacz, że dla kogoś jesteś najważniejszy.
Zerwałam się z fotela, wymierzyłam mu siarczysty policzek i wybiegłam z kamienicy trzaskając za sobą drzwiami.

~*~

        Deszcz lał się strumieniami po szybie. Kropla goniła kroplę po uprzednio wytyczonej ścieżce. Pokój oświetlało światło bijące od monitora. Siedziałam skulona na krześle z kubkiem gorącej herbaty w ręce, przeszukując wszelkie bazy danych w poszukiwaniu jakichkolwiek okruszków informacji zostawionych przez Moriartego. Nagle mój telefon zawibrował. Był to sms:
Przepraszam.
SH
   - Trochę za późno – powiedziałam na głos.
Wstałam od komputera i szybkim ruchem otworzyłam drzwi do mieszkania. Na progu kucał Sherlock usiłując otworzyć je wytrychem.
   - Wystarczyło zapukać – gestem dłoni zaprosiłam go do środka.
Wszedł niepewnie do środka. Rozglądał się dookoła, jakby oglądał wystawę w National Gallery.
   - Spokojnie, nie zastawiłam na ciebie żadnej pułapki – zaśmiałam się.
Zamknęłam drzwi, a on usiadł na kanapie.
   - Lestrade ma jakiś trop. Chce żebyśmy przyjechali.
   - My? - zapytałam zdziwiona. - Cóż.
Wzięłam torebkę i udałam się za Sherlockiem. Zamykając drzwi od mieszkania zauważyłam czerwony ślad na jego policzku.
   -  Nie chciałam tak mocno – powiedziałam, dotykając jego twarzy.
   -  Nie szkodzi – uśmiechnął się niepewnie.
Złapał szybko jakąś taksówkę i już po kilku minutach byliśmy w Scotland Yardzie. Panowała w nim napięta atmosfera. Wszyscy za wszelką cenę chcieli dopaść Jima. Nie dziwiłam im się, gdybym tylko dopadła go w swoje ręce...
   - Och, Catie - głos Grega wyrwał mnie z zamyślenia. - Jednak współpracujesz z Sherlockiem?
   - Jakoś tak wyszło - uśmiechnęłam się do niego.
Brunet wrócił do nerwowego przerzucania sterty papierów, która znajdowała się na jego biurku. Holmes zaś stukał zdenerwowany w klawiaturę komputera stojącego pod oknem. Do biura weszła szatynka z długimi kręconymi włosami. Podała Lestradowi kolejne papiery.
   - Co tu robisz, dziwaku? - skierowała pytanie do Sherlocka.
   - Rozwiązuję sprawę. Wyjdź stąd, źle mi się myśli, gdy jesteś w pobliżu - ruchem ręki wskazał jej drzwi.
Ona tylko westchnęła i wyszła, trzaskając za sobą drzwiami.
   - Chyba jestem dziś niewidzialna - powiedziałam sama do siebie.
Ciszę przerwał przenikliwy dźwięk telefonu młodego Holmesa.
   - Tak? - powiedział do słuchawki.
Jego twarz zmroziło przerażenie. Po chwili rozłączył się i zwrócił się do nas.
   - To Moriarty. Chce się spotkać. Na basenie.
Przerażony Lestrade chwycił za telefon.
   - Wszystkie jednostki na basen - warknął do telefonu, po czym szybko rozłączył się.
Wybiegliśmy szybko z budynku i wsiedliśmy do czarnego SUVa, który po nas podjechał. Greg wręczył mi kamizelkę kuloodporną.
   - Mamy jakiś plan? - zapytał.
   - Nie dać się zabić - odpowiedziałam.
Noc w Londynie rozświetliły światła policyjnych kogutów.

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twoje opowiadanie <3 Ciekawie piszesz, a Catie to świetna postać :)

    Jedyny minus dla mnie to długość rozdziałów - za krótkie, a takie fajne
    :D No ale nie ma po co na siłę pisać długich ;) Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Troszke nie rozumiem zachowania Catie. Chociaz nie, zachowanie rozumiem, ale chyba zle obralas to w slowa. Brak wykrzyknikow sugeruje,ze Catie nie krzyczala a mowila spokojnie. Zatem po chwili ten policzek wydaje mi sie wymuszony.
    Oprocz tego mam zero zastrzezen. Piszesz fajne i swietnie sie czyta. Jedno zdanie mi sie podobalo, mianowicie to "...jak Molly sie na ciebie patrzy." Oooo, Sherlolly forever <3
    A ja wciaz nie wiem, gdzie jest John. Eh. :c
    Pisz dluzsze, blagam! :D Zamiast dwoch krotkich rozdzialow zlacz je i stworz dwa dluzsze. Tak jest lepiej dka wszystkich :D
    pozdrawiam!
    [czyste-serca]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykrzykniki, wykrzykniki... czasem tak jestem pochłonięta pisaniem rozdziału,że o nich zapominam, ale obiecuję poprawę :D następny rozdział będzie zdecydowanie dłuższy, już to zaplanowałam ;)

      Usuń
  3. No ... no ;) Rozdział spoczko chociaż ciut mało się dzieje . Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po tytułach widzę, że ktoś tu lubi placebo :) high five! Jak na razie sporo niewyjaśnionych rzeczy ale już czytam następne rozdziały. Intrygująco.

    OdpowiedzUsuń